Nie mam już siły na szkołę – czym jest wypalenie uczniowskie i jak się z niego podnieść?

Kiedy nastolatek mówi „nie mam już siły na szkołę”, nie zawsze chodzi o naturalne zmęczenie nauką, przeciążenie sprawdzianami czy chwilowy spadek motywacji. Coraz częściej jest to szkolne wypalenie, czyli stan przewlekłego wyczerpania, zniechęcenia i poczucia braku skuteczności w roli ucznia. W tym artykule omówimy bliżej to zjawisko, wyjaśniając, z czego wynika, jak sobie z nim poradzić i gdzie szukać pomocy.
Skąd wiem, że to już wypalenie, a nie tylko zmęczenie?
Różnicę stosunkowo łatwo zauważyć, choćby obserwując czas trwania objawów. Zmęczenie nauką powinno minąć po śnie, dłuższym odpoczynku i ograniczeniu bodźców. Zwykle wystarczy weekendowa przerwa, by wszystko wróciło do normy. Z kolei wypalenie rozwija się stopniowo i utrzymuje mimo ferii, świąt czy długich weekendów. Kolejna wskazówka to trwały brak wiary w swoje umiejętności, kiedy uczeń uznaje, że jest zbyt mało zdolny, by opanować materiał. Trzecim filarem jest cyniczne nastawienie do szkoły, przedmiotów i nauczycieli. Objawia się to rezygnacją z prób nauki, nie widząc w tym sensu bądź uważając, że i tak nic z tego nie będzie. W praktyce dopiero połączenie tych trzech objawów potwierdza stan szkolnego wypalenia, czego konsekwencją powinno być natychmiastowe działanie. Skrajne zmęczenie i brak motywacji powodują niższe oceny i mniejsze zaangażowanie w naukę, przez co z czasem problem będzie tylko narastał.
Czy wypalenie może dotyczyć ósmoklasisty, a nie tylko dorosłych?
Zdecydowanie tak. Wypalenie nie jest zarezerwowane dla studentów czy osób pracujących – dotyczy młodzieży w różnym wieku. Nie wyłącza więc uczniów klas ósmych, zwłaszcza w drugim semestrze roku szkolnego. Zmagają się oni wówczas z ogromną presją, wynikającą między innymi z nadchodzących testów czy koniecznością wyboru dalszej ścieżki edukacji. W tym miejscu warto zauważyć, że na dobrostan ucznia nie wpływają jedynie szkolne obowiązki. Liczy się też atmosfera w klasie, podejście nauczycieli, wsparcie rodziców czy poczucie sprawczości w życiu. Na wypalenie warto więc patrzeć szerzej, zamiast koncentrować się jedynie na liczbie sprawdzianów i działów do przerobienia. Takie podejście ułatwi zrozumienie problemu, a w konsekwencji stworzenie bardziej przyjaznego środowiska do rozwoju młodego człowieka.
Co jeszcze powoduje wypalenie?
Wspomnieliśmy już o najczęstszych przyczynach, jednakże na nich lista się nie kończy. Kolejną składową jest zbyt mała ilość snu wraz z jego regularnością. U nastolatków dochodzi do naturalnego opóźnienia rytmu snu, a lekcje zwykle rozpoczynają się wcześnie rano. W efekcie uczeń jest niewyspany, co przekłada się na obniżenie koncentracji i gorsze wyniki w nauce. Oprócz tego istotna jest regularność. Gdy w tygodniu dziecko nie dosypia, a w weekendy śpi do południa, rytm dobowy zostaje zaburzony, a mózg nie potrafi się do tego zaadaptować. Z tego powodu należy dbać o higienę snu, starając się spać przez równą liczbę godzin każdego dnia, a także kłaść się do łóżka zawsze o podobnej porze.
Kolejny problem to nadmiar ekranów, zwłaszcza wykorzystywanych do przeglądania mediów społecznościowych. Te ostatnie przyczyniają się często do objawów lękowo-depresyjnych, rezygnacji z aktywności fizycznej, unikania kontaktów z rówieśnikami i szkodliwych porównań społecznych. Dodatkowo wieczorne korzystanie z telefonu obniża produkcję melatoniny, czyli hormonu niezbędnego do prawidłowego zasypiania.
Jak podnieść się z wypalenia szkolnego?
Po pierwsze, potraktuj wypalenie jako rzeczywiste przeciążenie, a nie słabość czy lenistwo. Zaakceptowanie i nazwanie problemu to pierwszy krok, bez którego ciężko pójść dalej. Następnie zadbaj o higienę snu i rozkład dnia. Ustal sztywne godziny na obowiązki, opracuj skuteczne metody nauki, nie przeciągaj też pory zasypiania i unikaj korzystania z telefonu do późna. By zaś poprawić przyswajanie informacji i zwiększyć poczucie sprawczości, pracuj w blokach czasowych. Dla przykładu uczysz się przez 25 minut, po czym robisz 5 minut przerwy. Każdy taki blok powinien mieć jasno określony cel – zrozumienie konkretnego zagadnienia, rozwiązanie dziesięciu zadań, przeczytanie rozdziału książki. Ponadto, zwróć się o pomoc do szkoły i rodziców. Placówka może przesunąć terminy sprawdzianów, ułatwić nadrabianie zaległości, a także zaoferować wsparcie psychologa szkolnego. Z kolei rodzice, rozumiejąc problem, mogą zmniejszyć presję, ograniczyć liczbę zajęć pozalekcyjnych, pomóc w wyborze priorytetów czy poprawić domowe warunki do nauki.
Kiedy iść po pomoc do specjalisty?
Gdy wszystkie wcześniejsze metody zawiodą, konieczne będzie wsparcie specjalisty. Na początek powinien być to psycholog i pedagog szkolny, z uwagi na ich znajomość realiów panujących w placówce. Są więc swego rodzaju pierwszą linią wsparcia, gdyż mają możliwości wpłynięcia na wychowawcę klasy i innych nauczycieli. Przy głębszych stadiach wypalenia, warto poszukać pomocy poza szkołą. Oczywistą drogą są publiczne poradnie psychologiczno-pedagogiczne, których zadaniem jest udzielanie pomocy dzieciom i młodzieży na każdym etapie edukacji. Wizyta tam nie wymaga skierowania, jest też w pełni darmowa. Poza wsparciem psychologicznym, diagnoza umożliwi uzyskanie opinii o potrzebie kształcenia specjalnego. Posiadając taki dokument, dalsza nauka będzie uwzględniać indywidualne potrzeby ucznia. Jeśli sytuacja jest wyjątkowo poważna, należy jak najszybciej udać się do lekarza psychiatry. Jego pomoc przyda się zwłaszcza wtedy, gdy oprócz tradycyjnego zniechęcenia pojawiają się myśli samobójcze i trudności w codziennym funkcjonowaniu.
Jak rodzic może pomóc dziecku, które ma dość szkoły?
Wspomnieliśmy już o tym wcześniej, jednakże temat jest na tyle istotny, że warto go nieco rozwinąć. Otoczenie rodzinne ma bowiem ogromny wpływ na dobrostan nastolatków, a właściwe podejście rodzica potrafi rozwiązać wiele problemów. Przede wszystkim nie wolno bagatelizować zdania „nie mam już siły na szkołę”. Dla dziecka ten stan jest w stu procentach realny, nawet jeśli nam wydaje się wyolbrzymiony. Odpowiedzi w stylu „weź się w garść” lub „ja też kiedyś chodziłem do szkoły” są więc bardzo nie na miejscu, a znacznie lepiej wykazać się empatycznym podejściem i wspólnie poszukać rozwiązań. Tym bardziej, że do wypalenia często prowadzą zbyt duże wymagania wobec syna czy córki. Oczekiwanie najlepszych ocen ze wszystkich przedmiotów, zmuszanie do szeregu zajęć dodatkowych oraz nieustanne porównywanie do innych to najprostsza droga do zniechęcenia i utraty wiary we własne możliwości. Znacznie lepiej zastąpić to docenianiem postępów, choćby były one minimalne. Dla przykładu, gdy wcześniej z matematyki groziła jedynka, a teraz udało się wyjść na prostą, trzeba traktować to jak sukces. Równie dobry pomysł to wprowadzenie zasad higieny cyfrowej, których będą przestrzegać wszyscy domownicy. Można na przykład umówić się, że podczas jedzenia czy wspólnych aktywności nie korzystamy ze smartfonów. Gdy dziecko zauważy, że rodzice się do tego stosują, łatwiej będzie mu również odłożyć telefon. W ten sposób spada ryzyko uzależnienia od mediów społecznościowych, poprawia się też kontakt wśród członków rodziny.
Podsumowanie
Powrót do równowagi w szkole to nie sprint, lecz bieg na długim dystansie. Zaczyna się od akceptacji i zrozumienia problemu, by potem – krok po kroku – odbudowywać fundamenty. Pamiętaj o właściwym rytmie snu i szkodliwym wpływie ekranów, pracuj w tematycznych blokach, świętuj małe cele, a także włącz we wszystko rodziców i nauczycieli. Gdy to nie wystarczy, skorzystaj z pomocy specjalisty. Prosić o pomoc to nie wstyd, lecz szansa na powrót do psychicznego dobrostanu. Wreszcie pamiętaj, że burnout ucznia ma twarz konkretnego człowieka. Jego droga do równowagi jest indywidualna i ma prawo być wolniejsza, a liczą się odzyskanie siły i chęci do życia szkolnego.
